środa, 29 maja 2013

Co je roślina?

Co jedliście dzisiaj na śniadanie i obiad? Mleko, mięso, pieczywo, warzywa, może owoce? A zastanawialiście się, co je roślina? I czy mamy z tego jakieś korzyści?

Z pewnymi wyjątkami, rośliny odżywiają się w sposób autotroficzny, co oznacza, że potrafią przetwarzać proste związki nieorganiczne, takie jak dwutlenek węgla i woda, w złożone związki organiczne (czyli związki węgla). Takie organizmy nazywamy inaczej organizmami samożywnymi, właśnie dlatego, że są w stanie same wytwarzać pożywienie.

Rośliny wytwarzają wspomniane związki organiczne w wymagającym energii słonecznej procesie zwanym fotosyntezą. Ma on dwa etapy: świetlny i ciemny. W etapie świetlnym, zwanym inaczej fotochemicznym czy fazą przemiany energii, światło słoneczne jest pochłaniane przez chlorofil znajdujący się w ciałach zwanych chloroplastami. To właśnie ta substancja nadaje roślinom zieloną barwę, a przy okazji warto dodać, że chlorofil możemy znaleźć również w jedzeniu produkowanym dla ludzi, bo stosowany jest jako barwnik w zupach, sosach, lodach i wielu innych. Wracając do fotosyntezy, zmagazynowana w ten sposób energia zostaje następnie wykorzystana do produkcji tak zwanego ATP (adenozynotrójfosforan) oraz uwolnienia jonów wodoru w procesie fotolizy, czyli rozszczepienia wody. Ponieważ cząsteczki wody są rozbijane, produktem ubocznym tej fazy jest tlen, który dostaje się do atmosfery i staje się składnikiem powietrza, którym oddychamy. Następnie ATP i jony wodoru używane są w chloroplastach do redukcji dwutlenku węgla i produkcji węglowodanów – to tak zwana faza ciemna, czy inaczej faza przemiany substancji.

Liście zawdzięczają zieloną barwę chlorofilowi
Liście zawdzięczają zieloną barwę chlorofilowi, manu-claude

Co oprócz wspomnianego wcześniej tlenu daje fotosynteza? Energię zmagazynowaną w paliwach kopalnych, czyli węglu, ropie, gazie ziemnym zawdzięczamy właśnie fotosyntezie, zachodzącej nieustannie od milionów lat.

Wspomnieliśmy już, że wśród roślin są wyjątki, które nie są samożywne. To rośliny pasożytnicze, czyli takie, które odżywiają się substancjami organicznymi wyprodukowanymi przez inny gatunek, czyli swojego żywiciela. Niektóre z nich są półpasożytami, czyli są w stanie przeprowadzić proces fotosyntezy, ale chętnie korzystają też z substancji pobieranych od żywiciela. Taką półpasożytniczą rośliną jest na przykład dobrze znana nam jemioła. Ma ona specjalne ssawki, przez które czerpie wodę zawierającą sole mineralne z roślin (głównie drzew), na których rośnie. Oprócz tego przeprowadza fotosyntezę.
 
Charakterystyczne kule jemioły na drzewach
Charakterystyczne kule jemioły na drzewach; autor ajok
Jemioła z bliska
Jemioła z bliska; autor Jajcus

poniedziałek, 27 maja 2013

Potęga brzmienia – dzwony

Czy wiecie, że dzwon to instrument, w dodatku perkusyjny? Jak bęben, talerze czy trójkąt. Ale brzmi przecież inaczej, donośnie i majestatycznie. Nie bez powodu tak oczekiwane jest doroczne zabrzmienie dzwonu Zygmunta w Krakowie (do którego obsługi zatrudnianych jest aż trzydziestu pięciu dzwonników!) Dlaczego tak dźwięcznie brzmią dzwony? Skąd bierze się dźwięk? Odpowiedź tkwi w prawach akustyki. 

Dzwon Zygmunta
Dzwon Zygmunta, autor Rj1979

Wbrew temu, co można by sądzić z filmów science fiction, jak Gwiezdne Wojny, dźwięk nie jest uniwersalny – nie wszędzie go słychać. Potrzebne jest środowisko, w którym będzie się rozchodził, czyli gaz, ciecz lub ciało stałe. Dlatego w kosmicznej próżni otaczać nas będzie całkowita cisza. Sam dźwięk bierze się z rozchodzenia fal w ośrodkach sprężystych. Często różne jest jego brzmienie – słychać metaliczny dźwięk od szyn tramwajowych, który jest różny i przychodzi do nas wcześniej niż ten słyszany w powietrzu. Uderzając dzwon, wprawiamy go w drganie, bo wywołujemy ruch cząsteczek powietrza.Właśnie te drgania odbieramy jako dźwięk.

Jak powstają dzwony

Żeby dźwięk dzwonu był czysty, musi zostać odlany w całości. Technika odlewania dzwonów Odlewy wykonuje się obecnie z brązu, będącego stopem (połączeniem) miedzi i cyny. Niegdyś eksperymentowano też z domieszkami metali szlachetnych, jak srebro czy złoto, jednak nie wpływało to na zwiększenie dźwięczności i te drogie praktyki zarzucono. Tak czy inaczej, każdy ludwisarz, czyli rzemieślnik zajmujący się wyrabianiem dzwonów, ma swoją własną, pilnie strzeżoną recepturę.

Żeby przygotować odlew potrzebna jest forma, dokładnie tak, jak na przykład przy robieniu galaretki, którą wlewa się do miseczki i pozwala zastygnąć. Forma dla dzwonu składa się z trzech części: rdzenia, zwanego niekiedy też jądrem, dzwonu fałszywego (modelu) oraz kapy, czyli powłoki zewnętrznej. Rdzeń wykonuje się z gliny, a dzwon fałszywy z gliny pokrytej łojem. Na dzwonie fałszywym, czyli modelu, umieszcza się woskowe zdobienia, takie jak ornamenty czy napisy. Na to nakłada się zewnętrzną formę, czyli kapę, również wykonaną z gliny. Następnie formę wypala się, a łój i wosk, wytapiając się, pozostawiając między trzema częściami formy pustą przestrzeń. Poszczególne części rozdziela się, dzwon fałszywy (model) niszczy się, więc kiedy złoży się razem rdzeń i kapę, pomiędzy nimi powstaje pusta przestrzeń, w którą wlewany jest płynny metal. Kiedy dzwon wystygnie i metal skrzepnie, a trwa to nawet do kilkunastu dni, rozbija się zewnętrzną część formy. Kolejnym etapem jest obróbka powierzchni dzwonu, czyli polerowanie, wygładzanie nierówności. Później pozostaje jeszcze osadzenie jarzma, czyli niewielkiej belki dźwigającej na obu końcach żelazne czopy, które umieszcza się w łożyskach ulokowanych w rusztowaniu dzwonnicy. Dzięki temu dzwon może się poruszać jak wahadło.

piątek, 24 maja 2013

Paprocie – najstarsze rośliny na Ziemi

Za niecały miesiąc, podczas najkrótszej nocy w roku, czyli z 21 na 22 czerwca, nastąpi przesilenie letnie. Według legendy właśnie wtedy zakwita kwiat paproci, a ten, kto go znajdzie, będzie żył w dostatku i bogactwie. Na próżno jednak szukać tego tajemniczego kwiatu, bo paprocie po prostu nie kwitną. Nie oznacza to jednak, że paprocie nie są ciekawe i nie warto im się bliżej przyjrzeć.

Paprocie należą do jednych z najstarszych roślin na Ziemi. Według naukowców, w czasach prehistorycznych naszą planetę porastało około miliona gatunków paproci. Obecnie zostało ich około dziesięciu tysięcy. W Polsce występuje około pięćdziesięciu gatunków, z czego wiele zagrożonych jest wyginięciem i z tego powodu objętych ochroną. Bardzo możliwe, że paproć, potocznie zwaną paprotką, macie u siebie w domu. To dość popularna roślina doniczkowa, ceniona za urodę, przez wiele osób uważana też za roślinę o właściwościach prozdrowotnych.
 
Paproć z widocznym pastorałem
Paproć z widocznym pastorałem; autor Marshman

Paprocie mają charakterystyczne podzielone na blaszki liście. Młode liście są ślimakowato zwinięte i ze względu na podobieństwo do pastorału, właśnie tak są nazywane. Jeśli zajrzycie na spód liści, zobaczycie równomiernie rozmieszone plamki. To tak zwane zarodnie, dzięki którym roślina może się rozmnażać. Kiedy zarodnie dojrzeją, specjalny mechanizm otwierający sprawia, że zarodnia pęka, a znajdujące się w niej zarodniki wysypują się i roznosi je wiatr. Zarodnik, który trafi w miejsce o odpowiednich warunkach, przeobraża się w tak zwane przedrośle o charakterystycznym sercowatym kształcie, przytwierdzone do podłoża specjalnymi chwytnikami, które pełnią funkcję korzeni odżywiających roślinę. Na przedroślu występuje tak zwana rodnia, wytwarzająca żeńskie gamety, oraz plemnia, wytwarzająca gamety męskie. Plemniki z plemni przedostają się w kropli wody do rodni, gdzie dochodzi do zapłodnienia i powstaje komórka zwana zygotą, z której rozwija się sporofit, czyli młoda roślina.

Przedrośle
Przedrośle
  
Największa paproć w Polsce – będący pod ścisłą ochroną długosz królewski (Osmunda regalis) – rośnie w rezerwacie przyrody w Baszkowie w województwie wielkopolskim. Jego liście osiągają długość aż do dwóch metrów. 

Długosz królewski (Osmunda regalis)
Długosz królewski (Osmunda regalis); autor Christian Fischer

Ale to i tak nic w porównaniu z występującymi głównie w strefie tropikalnej paprociami drzewiastymi. Dorastają nawet do dwudziestu metrów wysokości (to jak 6-7 pięter bloku mieszkalnego). Mają kłącze wyglądające jak pień, a na jego czubku pióropusz pierzastych liści, dlatego przypominają egzotyczne palmy.

Nowozelandzka paproć drzewiasta Cyathea medullaris
Nowozelandzka paproć drzewiasta Cyathea medullaris; autor Kahuroa

środa, 22 maja 2013

Z drugiej ręki

Nic się w przyrodzie nie marnuje, czyjś opuszczony dom może stać się schronieniem dla innych stworzeń, czyjeś niepotrzebne odzienie może uratować inne zwierzę.


Muszla na wagę złota

Ciekawym przypadkiem jest rak pustelnik (Paguroidea). W przeciwieństwie do innych skorupiaków ze swojej rodziny, czyli dziesięcionogów, nazwanych tak oczywiście od liczby odnóży, nie ma pancerza na odwłoku, czyli tylnej części ciała. Ta nieosłonięta część jego ciała narażona jest na urazy, więc sprytne pustelniki chronią ją za pomocą pustych muszli po mięczakach (nazwa "pustelnik" pochodzi właśnie od tej pustki). Pustelnik nie decyduje się jednak pochopnie, najpierw dokładnie szczypcami sprawdza muszę i dopiero kiedy upewni się, że jest odpowiednia, umieszcza ją na odwłoku. A że o dobrą muszlę nie tak znowu łatwo, pustelniki potrafią się o takie znalezisko pobić!

Jak wygląda taka inspekcja muszli, możecie zobaczyć na poniższym filmie. Najwyraźniej temu pustelnikowi nie odpowiadała obecna muszla i kiedy nadarzyła się okazja na wymianę, ochoczo z niej skorzystał.





Na swoim

Nie każde zwierzę ma ambicję samodzielnie zbudować sobie kryjówkę i zadowala się mieszkaniem z rynku wtórnego. Opuszczona muszla ma ogromną wartość nie tylko dla pustelników. Na przykład muszle ślimaków to świetna kryjówka dla muszlowców – ryb z rodziny pielęgnicowatych (nazwanych tak, ponieważ opiekują się swoją ikrą i narybkiem), zamieszkujących afrykańskie jezioro Tanganika, hodowanych też w domowych akwariach. Niepotrzebna muszla jest dla nich nie tylko schronieniem w razie niebezpieczeństwa, ale również miejscem rozrodu.

Na lądzie dobre lokum również jest w cenie. Opuszczone nory borsuków, będące dość rozbudowanym systemem komór i korytarzy, chętnie adaptowane są przez inne drapieżniki, na przykład lisy, jenoty czy wilki. Z kolei puste nory lisów bywają zajmowane przez żbiki. Jamą lisa lub borsuka zainteresowana może być również wydra, a w sezonie rozrodczym tchórz zwyczajny, bo jest to dla niego dobre miejsce na wychowanie młodych. Pozostałą część roku chętnie spędzi w norze królika lub chomika. Puste mieszkania ptaków, czyli dziuple i gniazda, również znajdują nowych gospodarzy - dobrze nam znane wiewiórki. Potrafią one oczywiście zbudować własne gniazdo, ale jeśli jest okazja, z pewnością jej nie przepuszczą. Niezamieszkaną norą niewielkich gryzoni nie wzgardzą na przykład gady i płazy szykujące się do zimowego snu. Również ludzkie domy mogą okazać się dobrym miejscem dla zwierząt. Szop pracz chętnie osiedla się w opuszczonych budynkach - stodołach, garażach, czy - nomen omen, szopach. Ropucha szara na zimę potrafi schować się w ...piwnicy! W magazynach, przeróżnych zabudowaniach gospodarczych czy na strychach chętnie urządzają się kolonie szczurów. Ostatnie wspomniane miejsce jest też chętnie zajmowane przez nietoperze, na przykład najrzadszego nietoperza w Europie, objętego ochroną ścisłą, czyli podkowca małego (Rhinolophus hipposideros).

piątek, 17 maja 2013

Woda – radość i zdrowie

Po co nam woda? Wiadomo - dzięki niej żyjemy i żyje nasza błękitna planeta. To ogólnie, a w szczegółach? Woda decyduje o tym, jak żyjemy potrafiąc sprawić, abyśmy byli zdrowi i radośni. Oczywiście, jeśli zadamy sobie trochę trudu, by z cudu wody właściwie korzystać.


Składamy się z wody

autor: vjeran2001
   
Dorosły człowiek w 70% składa się z wody, a jego mózg w aż 83%. Dlatego tak ważne jest, aby organizmowi dostarczać odpowiednią ilość tego życiodajnego płynu. Wiecie, że ubytek zaledwie dwóch procent wody już wpływa negatywnie na nasz organizm? A wodę tracimy cały czas! Na przykład pocimy się, regulując w ten sposób temperaturę ciała, siusiamy, pozbywając się z organizmu niepotrzebnych substancji. Woda jest ważnym nośnikiem składników odżywczych, hormonów i enzymów. Pamiętajmy, żeby pić podczas dnia odpowiednie ilości wody, najlepiej przez cały dzień, małymi łykami. W ten sposób nie dopuścimy do odwodnienia organizmu, a nawet dodatkowo go odżywimy, jeśli wybierzemy wody mineralne (najlepiej nisko lub średnio zmineralizowane).


Myjemy się

autor: 24acorns

Regularne mycie się, a przede wszystkim częste mycie rąk nie tylko sprawi, że nasz zapach będzie przyjemniejszy, ale przede wszystkim może uchronić nas przed wieloma groźnymi chorobami. Niby wszyscy wiemy, jak ważna jest higiena i jakie niebezpieczeństwa na nas czyhają, jeśli jej zaniechamy (czerwonka, salmonella, gronkowiec, różnego rodzaju wirusy – wymieniać dalej?), jednak nadal ponad nie każdy myje ręce po wyjściu z toalety, nie wspominając już o myciu ich przed jedzeniem. Jak dowodzi raport Światowej Organizacji Zdrowia WHO, 69% zakażeń skóry, dróg oddechowych i przewodu pokarmowego wywołanych jest właśnie przez paskudy przenoszone na brudnych rękach. 69%! Wykonanie prostej i szybkiej czynności, jaką jest umycie rąk, to naprawdę niezwykle ważna sprawa. Dzięki niej może ominąć nas na przykład przykra biegunka czy niestrawność “niewiadomego pochodzenia”.


Uprawiamy sport

autor: arkosfl
 
Pływanie to jeden z najzdrowszych sposobów na zdobycie i utrzymanie dobrej kondycji oraz zdrowia. Poprawa wydolności organizmu, w tym serca – brzmi zachęcająco, ale przede wszystkim jest to świetna zabawa! Możemy przecież nie tylko podliczać kolejne przepłynięte “baseny”, samotnie budując swoją formę. Istnieje wiele sportów wodnych, które sprawią, że czas w wodzie minie wesoło i nadal z wielką korzyścią dla naszego zdrowia. Spróbujcie piłki wodnej lub gimnastyki w basenie, a na otwartych akwenach kajakarstwa czy surfingu. Oczywiście wszystkiego trzeba się nauczyć, ale w każdym bezpiecznym miejscu przeznaczonym do sportów wodnych o instruktora nietrudno. Podkreślamy – bezpiecznym! Należy pamiętać, że woda potrafi być zagrożeniem i zawsze należy bawić się w wyznaczonych do tego miejscach, gdzie porządku i bezpieczeństwa pilnuje wykwalifikowany ratownik.


Szanujmy wodę

Za to, co dostajemy od wody, należy jej się szacunek! Pamiętajmy o tym, korzystając z niej rozsądnie. Zasoby wody na Ziemi nie są nieograniczone i chociaż my nie doświadczamy jej braku, to nadal olbrzymia ilość ludzi na świecie ma do niej ograniczony dostęp i może tylko pomarzyć, by po prostu leciała z kranu. Dlatego też nie wylewajmy jej bez potrzeby – myjąc się, wybierajmy raczej niż kąpiel prysznic (zaoszczędzimy nawet 100 litrów wody!), a biorąc go, zakręcajmy kurek, gdy się mydlimy. Podobnie podczas mycia zębów - nie pozwalajmy, by woda leciała z kranu, gdy je szczotkujemy, a zużyjemy nawet 10 litrów wody mniej. Szanujmy wodę - tak bardzo jej potrzebujemy!


 

środa, 15 maja 2013

Nasi kuzyni. Nie tak różne DNA

Wydaje nam się, że, jako ludzie, jesteśmy wyjątkowi i bez wątpienia tak jest. Odróżniliśmy się od zwierząt, rozwijając do niezwykłego poziomu umiejętność wytwarzania i wykorzystywania narzędzi, porozumiewając się za pomocą złożonego języka, czy wreszcie tworząc zaawansowaną cywilizację techniczną. Latamy zatem w kosmos, na masową skalę używamy komputerów, opletliśmy glob siecią internetową. Gdyby jednak spojrzeć na nas z punktu widzenia biologii, czyli jak na zwierzęta, to w jakim stopniu się od nich różnimy?

Zaskakującą odpowiedź można uzyskać analizując kod DNA ludzi i zwierząt. Kwas dezoksyrybonukleinowy (czyli DNA) to związek chemiczny, który u organizmów żywych przenosi informację genetyczną. Zawiera on dane na temat budowy, działania i cech rośliny czy zwierzęcia i jest przekazywany potomstwu, dzięki czemu możliwe jest przetrwanie gatunków. DNA częściowo decyduje o syntezie, czyli wytworzenia cząsteczek białka (budowaniu organizmu), a częściowo o regulacji ich funkcjonowania. Znajduje się niemalże w każdej komórce i swoje informacje koduje podobnie jak nasze komputery - na zasadzie zer i jedynek, czyli zaistnienia informacji lub jej braku.

autor: Richard Wheeler (Zephyris)

Wracając do tego, jak bardzo różnimy się od zwierząt - patrząc na DNA stosunkowo niewiele... Oczywiście to w pewnym sensie, żart, gdyż każda, nawet najdrobniejsza różnica w kodzie sprawia, że organizm jest zupełnie inny od drugiego. Jednak odmienności widoczne są na pierwszy rzut oka. A pokrewieństwa? No cóż, nie bardzo :)

Naszym najbliższym krewnym jest szympans, z którym wspólnych mamy aż 98,4% genów (dla porównania, z drugim człowiekiem mamy wspólnych 99,9%, a z rodzeństwem 99,95%). To pewnie nikogo nie zdziwi, bo każdy słyszał o małpach człekokształtnych. Czy wiedzieliście jednak, że 90% genów mamy wspólnych z krową? A co powiecie na to, że nasze geny w trzydziestu procentach pokrywają się z genami... sałaty? Takie podobieństwo genetyczne z niektórymi gatunkami może przysłużyć się człowiekowi. Z naszą genetyczną kuzynką, świnią hodowlaną (Sus scrofa f. domestica), łączą nas między innymi geny odpowiedzialne za rozwój otyłości, choroby Parkinsona czy Alzheimera. Naukowcy liczą na to, że badania nad świniami pozwolą ludzkości na wypracowanie metod leczenia tych i wielu innych przypadłości. Biologiczne podobieństwo człowieka i świni jest też ważnym elementem badań nad transplantologią, czyli przeszczepami narządów.


Wydawałoby się, że nie tylko procent występowania innych genów powinien nas różnić od zwierząt, ale też powinniśmy dominować nad nimi ich ilością. Nic bardziej mylnego. To urocze stworzenie - rozwielitka, ma ich aż 31 tysięcy, podczas gdy człowiek 23 tysiące (niewiele więcej od muszki owocówki z 16 tysiącami genów). Tak duża ilość genów pozwala jej się doskonale adaptować do otaczającego środowiska.

autor: Hajime Watanabe

Co wynika z faktu, że jednak tak bardzo się nie różnimy? Duże znaczenie ma to dla postępu medycyny i biotechnologii. A nam może powinno dać do myślenia, by patrzeć życzliwiej na kuzynów ze świata zwierząt.

poniedziałek, 13 maja 2013

Sposoby roślin i zwierząt na kuszenie oraz odstraszanie

Wygląd roślin i zwierząt zazwyczaj czemuś służy Wynika on z adaptacji do środowiska, w którym żyją. Barwna żabka niekoniecznie ma cieszyć nasze oczy...


Uwaga, szkodzę!

Ubarwienie ostrzegawcze, nazywane też aposematycznym, to komunikat “Nie zjadaj mnie, bo ci zaszkodzę!” Tak bronią się przed drapieżnikami zwierzęta, których smak może okazać się przykry, jak na przykład niektóre owady oraz zwierzęta trujące – chociażby drzewołazy. W przypadku tego niezwykłego gatunku żab toksyna, którą wydzielają, potrafi być naprawdę groźna, także dla życia człowieka. Bajeczne ubarwienie niewielkich płazów (ważących około dwóch gramów), zapowiada nieprzyjemną niespodziankę...

autor: Esteban Alzate

Sprytni oszuści

Rośliny potrafią się też całkiem skutecznie bronić przed zjedzeniem. Kolce, ciernie, substancje chemiczne o nieprzyjemnym zapachu lub smaku, czy też upodabnianie się do czegoś niejadalnego, zapewniają przetrwanie niektórym gatunkom. Widzieliście kiedyś na przykład żywe kamienie? Coś takiego naprawdę istnieje! Litops to sukulent, czyli roślina magazynująca wodę, rosnący w okolicach równika. Wygląda naprawdę jak kamień, dzięki czemu unika zjedzenia, chociaż wcale nie zaszkodziłaby stworzeniu, które by się na nią połasiło. Ale kto to widział jeść kamienie?

autor: Stan Shebs

Zdarza się też, że zwierzęta, które mogłyby być łakomym kąskiem dla drapieżników, bo smakują dobrze i nie są wcale trujące, przybierają barwy upodabniające je do gatunków niejadalnych. Na przykład przeziernik osowiec z rodziny motylowatych, broni się przed zjedzeniem upodabniając się do żądlącej osy. Każdy, kogo ukąsiła osa, wie, jakie to nieprzyjemne, więc i przeziernika osowca będzie unikał.

autor: Lilly M


Podejdź bliżej

Rośliny przyciągają owady barwą i słodkim zapachem, po to, by zostać zapylone. W zamian za nektar lub pyłek, owad przenosi pyłek dalej na swoim ciele, dzięki czemu rośliny zostają zapylone. Wyjątkiem wśród tego pachnącego towarzystwa jest największy kwiat świata (ważący aż 10 kg) – bukietnica Arnolda. Ze względu na to, że jest zapylana przez muchówki, wydziela nieznośny dla człowieka zapach... gnijącego mięsa, przez co nazywany jest “trupim kwiatem”.

autor: Steve Cornish (cornstaruk) z Marlow, UK


Ale nie wszystkie rośliny są tak "sympatyczne". Wiedzieliście, że istnieją rośliny mięsożerne? Żywią się owadami, pajęczakami czy małymi skorupiakami. Wypracowały własne skuteczne sposoby na zwabienie ofiary – kuszą słodkim nektarem, a kiedy nieszczęśnik się zbliży, pożerają go bez litości. Oprócz najbardziej znanych rosiczek mięsożerne są oryginalnie wyglądające dzbaneczniki. Za pomocą kuszącej substancji zwabiają one owady do swojego wnętrza, gdzie są trawione za pomocą cieczy trawiennej. Aby nie została ona rozwodniona podczas deszczu, dzbanecznik posiada specjalną "przykrywkę", która chroni jego broń na owady.